Image

Ci młodzi myślą, że dziś trener ma tylko dwa zadania: po pierwsze, włączyć program komputerowy, po drugie, napisać elegancką mowę na okazję odbioru trenera roku. 

Trener starszej daty, który chce utrzeć nosa szkoleniowcom młodej fali. Jak planuje to zrobić? Gdzie widzi swoje przewagi?

Czytaj więcej w wywiadzie.

Image

Old School

Ci młodzi myślą, że dziś trener ma tylko dwa zadania: po pierwsze, włączyć program komputerowy, po drugie, napisać elegancką mowę na okazję odbioru trenera roku. 

Trener starszej daty, który chce utrzeć nosa szkoleniowcom młodej fali. Jak planuje to zrobić? Gdzie widzi swoje przewagi?

Czytaj więcej w wywiadzie.

Odnosił pan sukcesy w latach 80-tych i 90-tych, później zniknął z trenerskiego radaru. Nie sądzi pan, że futbol zbyt się zmienił od tamtego czasu, by odniósł pan obecnie sukces?

Zmienił się? To teraz gramy dwoma piłkami? Gramy po dwunastu? Czy może zamiast bramek o wyniku decydują przebiegnięte kilometry?

Wie pan o czym mówię.

Jak ostatnio sprawdzałem, w futbolu liczy się to, kto strzeli o jedną bramkę więcej. Powiem panu, że pamiętam taką grę. Nazywała się piłką nożną. I ja też, lata temu, trenowałem piłkę nożną, całkiem nieźle śmiem przyznać.

Trenerze, może trener wszystko sprowadzać do żartu, wszyscy wiemy, że jest trener królem wyrazistych wywiadów i charyzmatycznych wypowiedzi. Ale fakty są nieubłagane - futbol się zmienił. Nieporównywalnie większą rolę w warsztacie trenerskim odgrywają dziś zaawansowane statystyki czy analiza rywala. W pana czasach to nie było tak rozwinięte.

Próbuje pan zrobić ze mnie starego błazna, a ludzie nie lubili moich wywiadów dlatego, że były zabawne, redaktorze. Lubili je dlatego, że były wyraziste, ale ich wyrazistość brała się z merytoryki. Otóż widzę w którą stronę zmierza świat, nie jestem ignorantem. Ale uważam, że na razie zaawansowane statystyki to ocean danych, w którym wielu trenerów tonie. Ci młodzi myślą, że dziś trener ma tylko dwa zadania: po pierwsze, włączyć program komputerowy, po drugie, napisać elegancką mowę na okazję odbioru trenera roku. 

Widziałem niezdrową ekscytację przebiegniętymi kilometrami i śmiałem się z niej. Wszyscy tym żyli, analizowali, podkreślali. Drużyny chwalić za przebiegnięte kilometry! Przecież jak gram lepiej piłką, to rywal będzie za nią biegał, nie ja. Oto szaleństwo dzisiejszego futbolu, chwalenie za nieumiejętność gry w piłkę. A jak ustawię się defensywnie, na kontry, na trzydziestym metrze? Też wiele kilometrów nie zrobię, bo od początku chodzi mi o trzy dobre kontry. I tak karierę robi statystyka, która nie mówi nic, poza wprowadzaniem w błąd.

Ale są statystyki, które dają znacznie więcej. Choćby expected goals.

Statystyka mówiąca, że napastnik powinien strzelić trzy bramki, a nie dwie? I pan uważa, że ja tego potrzebuję? Powiem panu: pijaczek w ostatnim rzędzie trybuny powiedziałby panu to samo, co aparatura mierząca expected goals. Naprawdę nie potrzeba sztucznej inteligencji, by wiedzieć, że napastnik powinien w meczu strzelić trzy bramki, a nie dwie. 

Panie redaktorze, może przyjdzie czas, gdy w tym morzu statystyk nauczymy się pływać. Ja nie jestem za tym, by nie iść w tę stronę. Sam też zerknę na raport, nie jestem dinozaurem. Ale myślę, że niektórzy, ufając przesadnie zaawansowanym statystykom, są jak ludzie próbujący zamontować w młotku laser, poziomicę i jeszcze budzik. Fajne bajery! Pięknie rozpraszają. Niech rozpraszają konkurencję. Ja zostanę przy młotku.

Czyli przy czym?

Przy tym, żeby jak najlepiej nastawić własną drużynę do gry. Analiza rywala? Nie mówię, że nie jest ważna. Ale niektórzy tyle czasu poświęcają rywalowi, że nie pamiętają imion piłkarzy z własnej szatni. Jestem zdania, że owszem, dobrze jest wiedzieć, co potrafi rywal, ale przede wszystkim chodzi o to, by stworzyć mocną własną drużynę. Tym wygrywasz w piłce, mocnym zespołem! Tak było od zawsze i tak będzie zawsze. 

Użyję militarnej metafory. Załóżmy, że ktoś rozrysował całą mapę pola bitwy. Tu wilcze doły, tam miny, stanowisko CKM. I brawo. Ale co z tego, jak swoją armię zdołał wyposażyć tylko w pistolety na wodę? Wie pan, na co mu wtedy ta cała nabyta wiedza o sile wroga? Na tym, by wiedział doskonale, w jaki sposób dostanie w łeb. Ja ten czas spędzę na konstruowaniu czołgu, który żadnej mapy nie będzie potrzebował.

Czyli jaka ma być pana drużyna?

Nie powiem panu jaka ma być, tylko jaka będzie. Zwycięska. Od pierwszej minuty będzie rzucać się rywalowi do gardła. Jedyne, czego zazdroszczę moim rywalom, to tego analizowania nas. Bo będzie na co popatrzeć. Myślę, że docenią to, w jaki fantastyczny sposób dostaną w łeb.

Old School

Człowieka z takim charakterem spotyka się jedynie raz w życiu. Trener starej szkoły, ceniący sobie wynik zamiast show.

Intuicjonista, który najprostszymi, ale i skutecznymi decyzjami zamyka usta krytyków piłkarskich. Dzięki niemu twoi piłkarze będą doskonale przygotowani fizycznie, a co najważniejsze - efektywni. Odrzuć statystyki, piękną grę, ale za to sięgaj po trofea, uwielbienie kibiców i czerp przyjemność ze zdruzgotanych tym faktem dziennikarzy.

Twoje decyzje podejmowane w trakcie meczu będą wywierały na jego przebieg wyjątkowy wpływ. Zajmujemy się przecież piłką, nie filozofią.

Image
Image
Image
Image
feedback
Please check plugin setting correctly to set the content/module source.